niedziela, 26 czerwca 2016

zapote

piekny sloneczny dzien w drodze.
obudzilam sie wyjatkowo wczesnie, 4.45. obserwowalam powstawanie slonca, co nie zdarza mi sie czesto. piekne niebo bylo, burzowe chmury odchodzily daleko a rozwo-pomaranczowe swiatlo wypalalo horyzont.
przygotowalam sie do wyjazdu do Cancun spokojnie i bez pospiechu. Nawet byl czas na zatankowanie pickupa, bo umknelo mi wczesniej, ze mam przed soba ok 300km do przejechania czyli pol baku minimum.

plan byl prosty. jade do Cancun, do portu Punta Sam, za mna jada 2 klientki swoim autem. Ostawiam je na lodke, lodka zabiera je na rejsik gdzie beda plywac z rekinami wielorybimi, a ja mam dzien wolny. Operacja warta gorsza bo za fatyge zbieram wynagrodzenie 140 USD. wiec warto wstac i jechac.


dziewczyny odplynely o 9tej. Piekny dzien sie zapowiadal, po wczorajszych chmurach deszczowych i nawalnicach slonce wydawalo sie gorowac. i tak bylo do konca.

rozpoczelam drugi etap. nurkowanie w cenocie, ktory jest mocno ukryty w lesie i 150 km od Tulum czyli nigdy nie po drodze. cenot wyjatkowy, bo znajduja sie w nim magiczne pozaziemskie formacje zwane dzwonami piekla. z reguly kapiaca z sufitu do jaskini woda odparowuje i bardzo powoli wytracone z niej mineraly buduja misterne nacieki krasowe. jest to prosty a zarazm skomplikowany proces, bo wszystko zalezy od tempereatury, wilgotnosci i ilosci dwutlenku wegla w roztworze. wszystko musi byc w odpowiedniej rownowadze aby kapiaca woda zbudowala stalaktyt.
W cenocie Zapote (to rodzaj drzewa) formy naciekowe maja ksztalt dzwonow.  Wiele naukowcow sie nad tym glowi i nikt nie jest w stanie odtworzyc procesu ksztaltowania sie tych unikatowych form. jedynych na swiecie.
Dojazd do cenotu jest bardzo malowiniczy, piekny las, ogromne drzewa. Zielono i malo turystycznie na drodze.




dojechalam na miejsce, z przerwa na kanapke z foodtrucka po ok 2 godzinach.
nikt nie pytal mnie kim jestem i czy mam uprawnienia nurkowe. 20 USD za bilet i moglam sobie robic co mi sie podoba. do cenotu prowadza kamienne schody, chociaz mozna tez na skroty z wiezyczki, 12 metrowy skok do wody. Nogi mi sie ugiely a w glowie zakreciolo jak spojrzalam w dol..... zdecydowanie nie dla mnie wyzwanie. wybralam schody.


idealne warunki, slonce w zenicie, zero odwiedzajacych. spokoj i cisza. woda kwitnie wiec widocznosc jest ograniczona, ale na glebokosci 25 metrow zaczyna sie juz piekna widocznosc. na 30 metrach piekna chmura siarkowodorowa i slonce centralnie wpadajace na powalone drzewo zablokowane sciana i dnem.  ale nie po to tam dalam nura.


chcialam zobaczyc dzwony. ojej, zrobily na mnie kolosalne wrazenie.  ich ksztalt, struktura, kat padania/kapania, kolor scian, wszystko zupelnie inne niz w pobliskich jaskiniach. interwencja pozaziemska miala tu miejsce, jesli mialabym okreslic cos najbardziej nie z tej planety to na pewno byly by to dzwony piekla w Zapote. Ogromne sterczace macki, twarde jak marmur. Porazajace doswiadczenie. Nieco sparalizowana ich widokiem pokrecilam sie 35 min aby odczekac 10 miniut dekompresji na plytszej wodzie.  Nurkowanie idealne, zwlaszcza, ze nikogo nie bylo dookola, tylko ja i setki dzwonow.
Nie mialam aparatu, wiec nie ma fotek ni filmiku ale w internecie jest tego pelno.
np.

i tak uduchowiona wrocilam do Tulum. po drodze rozbawil mnie mocno widok smieciarza trzymajacego sie smieciarki na tylach, ktory w tym calym zamieszaniu klikal swoim smartphonem.  a potem minelam ciezarowke na poboczu z jakas usterka. aby zaalarmowac zblizajace sie pojazdy kierowca rozstawil przed autem nie trojkat a kepy wyrwanej trawe, ladnie w sznureczku.... boskie to bylo, ale ciezko sfotografowac przy predkosci 100 km/h.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz