sobota, 24 września 2016

jaskiniowe akrobacje












i rozpoczelismy sezon czolgania sie na pol mokro, wspolnie z Jimem wczoraj odbylismy pierwszy trip. bylo duzo czolgania. idea byla taka aby sprawdzic 3 syfony czy ewentualnie rokuja na nurkowania. jeden moze....
tym samym odbylam 90 % czolgania sie w mokrej koszulce z lycry. stalaktyty mi sie ladnie poodciskaly na plecach. z wrazenia zapomnialam tez ochraniaczy na lokcie, a bylo akurat samo czolganie sie. na szczescie podloze wyjatkowa miekkie, jakby milusia glinka. sa siniaki i otarcia ale bez dramatu. wejscie do jaskini tez bylo waziutkie, wczolgiwalismy sie przez liscie tylem, a samo wyjscie na powierzchnie to jak porod.
pieknie bylo!

wtorek, 20 września 2016

Lemmy

Lemmy i jego ulubiona pozycja rozciągająca. Reakcja na wieczny stres

czwartek, 15 września 2016

luzik


dzisiaj na pelnym luzie, zadnego ryzykownego nurkowania.
zabralam grupke 6 Polakow na plywanie z rurka i maska po Dos Ojos. to juz czysty relaks dla mnie, chociaz za mocnymi plywakami nie byli i szarpali sie w wodzie jak plotki w sieci.
dzisiaj dla odmiany chlopaki jaskiniowcy zanurkowali z jeffem.

a tymczasem za domem buduja wielka estrade na obchody Dnia Niepodleglosci...oj bedzie sie dzialo... mariachi trio juz probuja, a to dopiero 17....
jutro przyjezdza do nas tzn. do moich nurkow kolezanka ambasador Polsi w Meksyku Beata Wojna. A zatem w sobote moze ja obnurkujemy a wieczorem wspolny grill z okazji ukonczenia przez Marcina nowego levela BASIC CAVE DIVER.

wtorek, 13 września 2016

nowe doswiadczenie

i dlugo nie musialam czekac na nowe wyzwanie. uff, gesia skorka troszke na calym ciele.
mamy od kilku dni ekipke Polakow, Marcin i Pawel. Wstepnie Pawel mial nurkowac z Jeffem w jaskiniach a ja z Marcinem w cavernach. Na wieczorku poznawczym zapadla jednak inna decyzja, Marcin zadecydowal, ze chyba wolalby rozpoczac kurs jaskiniowy na poziomie basic niz tylko nurkowac rekreacyjnie. I wtedy na mnie spoczal obowiazek nurkowania z Pawlem, ktory nurkuje na ccr czyli tzw. obiegu zamknietym. dla mniej wtajemniczonych szybko wyjasnie, ze w zasadzie sa 2 systemy nurkowania, na sprzezonym powietrzu lub z wielka skrzynka na plecach, ktora "uzdatnia" wydychany gaz i ponownie zostaje on wprowadzony do oddychania. system CCR jest wciaz jeszcze bardz bardzo kontrowersyjny ale coraz mniejsza liczba wypadkow pozwala zaczac myslec, ze maszynie mozna juz zaufac. w jaskiniach jest nieco inaczej.... system CCR jest bardziej obszerny a i przez to nurek bardziej gramotny. do tego zawsze nalezy liczyc sie z awaria maszyny i w sytuacji najgorszej trzeba z zamknietej petli zrezygnowac i przepiac sie na system otwarty, czyli wdech z butli, wydech do wody. a zatem nurek musi ze soba miec zawsze awaryjna butle z wystarczajaca iloscia gazu do wyjscia....no i pytanie ile tego gazu.
Pawel zrobil swoj kurs jaskiniowy od razu na "rebie", a to jakas masakra, to tak jakby uczyc kogos prowadzic samochod na goracych oponach formuly jeden. dodatkowo okolicznosci przeprowadzonego kursu to jeszcze wieksza opowiesc mrozaca krew w zylach. instruktor szkolil jednoczesnie 3 studentow, wszyscy na rebach, ostatnie nurkowanie szkoleniowe odbylo sie we Francji przy no mount zero widocznosci czyli chlopaki musieli sciagnac maszyny z plecow, wepchac sie w czworke do jaskini i tak pod woda zalozyc na nowo reba. niewyobrazalny brak wyobrazni instruktora, gratuluje chlopakom ze tym razem sie nie pozabijali. po takim kursie i w takich okolicznosciach nalezy zalozyc jedno, Pawel moze i jest dobrym nurkiem technicznym ale na pewno nie dobrze wyszkolonym nurkiem jaskiniowym. I tu pojawia sie geneza mojej gesiej skorki.

Przewodzenie pod woda w srodowisku jaskiniowym to nie spacer po lesie. parujac sie w teama przed nurkiem jestesmy zdani tylko na siebie i musimy pamietac, ze w kazdej chwili naszego nurkowania moze wystapic awaria sprzetu. sa procedury, duzy margines zapobiegawczosci i zasady, ktorych nie nalezy lamac.
od kilku lat bardzo popularne jest nurkowanie w zespolach mieszanych tzn. kazdy ma inny sprzet. jeden w zestawie dwubutlowym na plecahc, inny w butlach na uprzezy bocznej tzw. sidemount albo reby. brak znajomosci systemu partnera jest zawsze problemem w sytuacji awarynej. brak posiadania identycznej konfiguracji sprawia, ze dzielenie sie powietrzem jest mozliwe na rozne sposoby co powoduje zamieszanie i nie do konca wszyscy wiedza jak sie to robi.

wiekszego mezaliansu nie moze byc jak nurek nurkujacy na rebie i drugi nie znajacy systemu reabreatherowego nurkujacy w konfiguracji sidemount, ktora z koleji jest obca partnerowi na rebie. tak wlasnie sie nam zlozylo. dla bezpieczenstwa nurkuje z dodatkowa trzecia butla, bo do konca nie wiem ile w sytuacji stresujaco awaryjnej Pawel potrzebuje gazu na wyjscie z jaskini.
po pierwszym dniu mialam juz dosyc jak Pawel zaklinowal sie w restrtkcji, zbyt mocnym szarpnieciem wyrwal i zlamal srube stalowa z obudowy reba  jednoczesnie zrywajac poreczowke w jaskini.... a jaskinia wcale nie byla taka ciasna......
na drugi dzien poplynelismy juz w najszersze korytarze..... bylo lepiej.
wykonalismy juz 6 nurkowan, za kazdym razem ciesze sie, ze Pawel oddycha.

przyznam szczerze, ze to moje pierwsze takie doswiadczenie i zdecydowanie nie pisze sie na przyszlosc na takie nurki. pomijajac juz fatalne szkolenie jaskiniowe przeprowadzone przez Polakow, nie poraz pierwszy sie to slyszy, ryzyko wypadku jest za duze.
w mojej glowie jest tylko widok zony Oli i syna Alka czekajacego na nas po nurkowaniach...... czy oni wiedza jak ryzykuje tata?

do tego wszystkiego Pawel przywiozl ogromny aparat fotograficzny z lampami..... jakby sama sytuacja nie byla wystarczajaca skomplikowana.... uff, mam nadzieje, ze bedzie mial ladne fotki....nie do usmiechania sie mi pod woda.

tymczasem sama zrobilam fotke kieszonkowym gopro i filmik z kasku.




czwartek, 8 września 2016

powtorka

informuje, ze od 10 września sobota o godz. 13.05 w TVP Historia bedzie powtorka serii dokumentalnej Ziemia Podwodny Świat , w ktorej bralam udzial 4 lata temu. stare zdjecia, prawie w kazdym odcinku jest cos o meksykanskich jaskiniach. nie wiem co tam w tych odcineczkach siedzi, z checia bym zobaczyla ale nie mamy TVP w Tulum....

piątek, 2 września 2016

dos ojos

dzisiaj w pracy, dla odmiany. od czterech miesiecy mamy bardzo slaby sezon ogorkowy. piekne nurki, godziwe wynagrodzenie. jutro mam jednego kliet ana jedno glebsze nurkowanie a potem pozegnalny dinner dla Matta u znajomych a pozniej kilka ni wolnego i 2 chlopakow z Polski na nurkowania przez tydzien.
burze wisza w powietrzu, blsyka sie dusi ale nie pada uparcie. na Pacyfiku szaleja huragany, u nas poki co spokoj.

czwartek, 1 września 2016

i znowu o Kubie

dzis spotkalam sie z kolezanka, ktora to w poniedzialek wybiera sie na Kube. Przekazalam jej pakiet niezbednych informacji. mam nadzieje, ze bedzie musiala mniej frycowego zaplacic....
a tymczasem wypadaloby wspomniec o kubanskich cygarach. i nie sa one rolowane na udach kubanskich dziewic jak mowia legendy.


doswidczenia z cygarami mialysmy dwojakie, tzn. raz w turystycznym miocie a raz prawdziwie. to pierwsze odbylo sie w rejonie Vinyales, ktory slynie z upraw tytoniu z uwagi na swoja wyjatkowa glebe. piekne rejony, odwiedzilysmy, konno, tak konno, uprawy i suszarnie lisci.
koniki male kreolskie, nie trzeba bylo byc wytrawnym jezdzcem, dwie czterdziestki bez doswiadczenia daly rade. nasz przewodnik w 2 minuty wytlumaczyl jak nalezy sterowac koniem, jak polautomat czyli w prawo, w lewo i do gory. poszlo latwo, nawet zakwasy nie byly takie najgorsze. duzo smiechu ale zdecydowanie mniejszy to wysilek niz dosiadanie roweru gorskiego w dzien poprzedni.






rolnicy w Vinyales pokazali nam proces suszenia tytoniu, jego segragacji i samo rolowanie cygar. bylo to pierwsze takie doswiadczenia dla wszystkich zebranych, stad i tez latwo wcisnac kit i zrobic turystow w balona mowiac im jak robi sie cygara. cygara skrecali przy naz z pol swiezego tytoniu, prawdziwe cygara skreca sie z wyselekcjonowanych lisci, ktore fermentuja min 2 lata.... odpalilismy je i kolektywnie wypalilismy, resztke nam pan zapakowal na wynos. potem krotka promocja i sprzedaz, Roksana skusila sie na paczke 5 Romo i Julia. Pozniej, w San Diego dowiedzialysmy sie, ze sa nic nie warte, tym bardziej 10 dolarow.





W San Diego u Don Pedro dowiedzialysmy sie duzo wiecej o procesie produkcji cygar i zobaczylysmy od A do Z jak powstaje slynne Monte Christo.
Liscie fermentuja sobie a potem niektore sie wklada do sloika tzn. te ktore tworza zewnetrzny plaszcz aby byly bardziej wilgotne, pachna jak suszone grzybki.




Don Pedro wybral 3 liscie i przycial je nozykiem. potem wysiagnal inne liscie i pociachal je i rozdrobnil palcami, potem je zawinal , nie na udzie, i wlosyl to tzw. tabli czyli formy. potem zacisnal na kilka minut w prasie. w miedzyczasie lykalismy sobie miejscowy rumik. na pokaz zrobil nam tylko jedno.





no i na konie cprzyszlo nam juz tylko odpalic i kosztowac. trzeba je tak ciumkac a jak sie namoczy za bardzo to odcina sie je. dobre cygaro mozna plaic na kilka razy tzn. zgasic i zapalic na nowo, podrobki beda juz smierdzialy jak palony kiep.






i dla tego doswiadczenia bylo warto pojechac na Kube. orginalny smak, nic nie majacy wspolnego z papierosami (tak mi nie palaczowi sie wydaje), jak deser po obiedzie.