środa, 20 maja 2015

dzis, historyczna data dla naszego kociaka, pozbawilismy go plci, niestety, taka kolej losu domowych pluszakow.  jeszcze jest oszolomiony, wlasnie przewrocil sie w misce wody, ale po 2 godzinach obijania sie od sciany do sciany postanowil sie zdrzemnac. i spi slonce nasze.

wczoraj mielismy tez niezly dzien, Jeff po raz chyba 10ty w tym roku odbyl podorz do urzedu emigracyjnego. a tam dowiedzial sie, ze jego wniosek o przedluzenie pobytu zostal rozaptrzony negatywnie. w mieszy, nie wiemy jakim, czasie zmienily sie przepisy i jego sytuacja prawna mocno sie skomplikowala. oczywiscie sa rozwiazania ale nie takie proste. i tym samym okazalo sie, ze moglismy do Peru wyjechac, nic by nie stracil.....a moze nawet byloby to lepsze.
Wiadomo, wiadomosc nieco szokujaca ale znajdziemy wyjscie z sytuacji..... stresik w zyciu zawsze potrzebny dla wyostrzenia smaku.


poniedziałek, 18 maja 2015

trzynastka

celowo ominelam 13 w srode.....kumulacja to byla, egh szkoda gadac, bylo minelo....
dostalam sie w rece organow....tak, tych od pozwolen przewozu turystow SINTRA, po raz drugi, po blisko 3 latach piractwa drogowego i wielkiego lutu szczescia.
Wlasciwie to ucieklam porzed nimi gdy chcieli mnie zatrzymac ale sie uwzieli i zaczela sie mala gonitwa, mala bo Tulum male....Poscig jak w filmie sensacyjnym, tyle, ze dlugo sie nie gonilismy...kilka zakretow i ucieczka dobiegla konca. Przyskrzynili mnie chlopaki pod domem, wezwali kogo trzeba i odholowali narzedzie zbrodni czyli moja fure.

Nie  musze dodawac, ze zdenerwowalam ich troszke i przysolili mi niezly mandacik. Jeff  zdecydowal, ze najlepiej bedzie jak on sie tym zajmie...obylo sie bez aresztowania hehee, ale bez holu auta juz nie. A uslugi federlanej lawety nie sa tanie......

Udalo sie Jeffowi wytlumaczyc jakos, do dzis nie wiem jak, szefowi dlaczego uciekalam i zredukowali mi kare z 2400 na 450, dolarow niestety..... Trzeba bylo odzalowac, zaplacic, Jeff biegal z papierami 2 dni. Ale udalo sie, a potem kosztowna laweta i jest juz fura pod domem.

No moze, nie pod domem, bo ulica w nowym remoncie i dojazdu nie ma, ale jest w posiadaniu. Posiadaniu czyim to sie jeszcze wyjasnia....dzisiaj mialam weryfikacje auta, aby ostatecznie sprawdzic czy moje auto jest w porzadku czy te w Cancun. Na dniach podobnej weryfikacji dokonaja w Cancun z blizniaczym Nissanem i wtedy bedzie decyzja. Oczywiscie moze sie jeszcze okazac, ze to moja faktura zakupu auta z 2000 roku jest trefna i wtedy to juz chyba bedzie trzeba prosic o pomoc chlopakow z kartelu. Ale tym na razie sie nie martwie. Bedzie jak bedzie.....

W glowie juz tylko plany wyjazdu, odwiedziny, sledziki, pierozki....
Wlasnie urodzil sie nowy plan i zostal skonsumowany, male siostrzane wakacje na Sardynii. lecimy 20 lipca do mediolanu, tam wieczor w La Scala i lecimy na Sardynie. Kasia wraca 29, ja wciaz w zawieszaniu.....bilet powortny sie jeszcze nie urodzil....

A poki co deszczu nie ma, chowamy sie pod woda jak dlugo sie da za dnia. W jaskniach, wiadomo rzesko.  I aby tak do 8 czerwca...to juz tylko 3 tygodnie.




wtorek, 12 maja 2015

dni sie kurcza, coraz blizej wyjazdu. powoli ogarnia mnie goraczka podroznicza, uwilebiam to uczucie. tym razem na lotnisko pojade juz w duzym wyprzedzeniem....obiecuje.
powoli uklada sie terminarz, co gdzie jak i kiedy. jeff zaczyna popiskiwac, ze nie chce zostac w Tulum, ze tez chce jechac.....ale musimy to jednak obgadac na spokojnie.
Cala rodzina w wakacje w rozjazdach z powodu blizniakow....a kazdy ma kota i psa, albo nawet 4 psy. obowiazki! trzeba jakis grafik wymyslic aby kazdy mial i wakacje i czas na zwierzeta.

a tymczasem doceniam kazdy dzien pracy, bo wakacje wiadomo nie platne. dzisiaj mila para Australijczykow, jutro kurs discover scuba diving, pojutrze kurs pierwszej pomocy.... nie ma co narzekac, biznes w normie.




poniedziałek, 11 maja 2015

odrobina odpoczynku. 4 dni wolnego, 2 dni pracy i dzisiaj kolejny leniwszy dzien. swiezy sok z marchewki i buraka na sniadanie, dobra kawa wypita na siedziaco i poranne wiadomosci kto wygral prezydencki maraton.....przyznam sie, ze ja nawet nie wiem kto to pan Duda.... od lat zyje w kompletnym odcieciu co i jak, gdzie, kto z kim. co prawda codzienne buszowanie w fb umozliwia sprawdzenie najwazniejszych wydarzen na swiecie ale raczej malo na maoim profilu polityki. I tak trzymac.

a tymczasem golabki sie gotuja a ja uciekam na plaze, nie bylam juz bardzo dawno....



środa, 6 maja 2015

majowka

majowka zaczela sie na spokojnie....wszystko zwolnilo i mozna wrocic do roznych zaleglych spraw np. rejestracja samochodu (ta wciaz nie zalatwiona). Jeff wybral sie do urzedu emigracyjnego, tym razem nie w swieto....ma taka nadzieje.

W zeszlym tygodniu mielismy jakies 12 godzinne ochlodzenie z opadami, troszke to ulzylo upalowi dziennemu ale wciaz jeszcze czekamy na wieksze ulewy. Susza potworna. Powysychaja nam cenoty jak tak dalej pojdzie.

A tymczasem przygotowuje malze w bialym winie, bo jest troche czasu na gotowanie. Moje ulubione owoce morza, nie karaibskiego jednak ale i tak pycha. Bedzie wyzerka, bo tacosy juz od dobrych kilku tygodni wcinamy, z powodu braku i energii na gotowanie.

A jak slonce nieco sie obizy to zabiore zwierzaki na wypas, bo od dawna nie hasaly, w lesie nie byly biedaki. Nie bylo kiedy a i troszke sil brakuje na wypasanie zwierzat wieczorami.

Pozdrawiam goraco i wciaz odliczam.....coraz blizej.
A na deser meksykanskie piwo, niestety te najgorsze, z polska czcionka




sobota, 2 maja 2015

wolniutki dzien

taki normalny leniwy dzien dla odmiany. nie trzeba bylo wstac nigdzie ani niczego zalatwic, zapytac czy podrzucic.... jedynie ksiazka, kawa, poduszka, pozne sniadanie, ksiazka, poduszka etc...nuda.

patrzac w kalendarz rezerwacje zwalniaja, coraz mniej zapytac bo i sezon ogorkowy, niestety nie kiszony, przed nami. juz teskno mi za jaskiniami, do tego ma nowy ocieplacz do pianki i nie bylo jak i kiedy sprobowac jak lezy i grzeje pod woda. ale lada dzien go zamocze i obsikam na probe.

wczoraj jeszcze na pozna chwilunie wpadla grupa Grzeska przejazdem, bylam juz tak padnieta, ze nie do konca pamiatam co robi na stole koperta z pokazna sumka....to chyba dla nas ale wymazalo mi sie z glowy jak , kiedy i od kogo. jakby to mi sie snilo, ale to chyba bonus nurkowy. Pieknie dziekuje!

Sprawdzam polaczenia powrotne, jeszcze nic nie postanowione. Chcialabym jak najdluzej, aby nigdzie sie nie spieszyc i gonic.....ceny lotow nie zachecaja wiec czekam dalej. najbardziej ciesza okazje last minute.

A dzisiaj projekcik maly musi byc, hustawka. tylko ja zamontowac i buju buju.....tylko jeff musi skonczyc soj rozdzial w ksiazce....w tych elektronicznych kindlach to te rozdzialy sie nigdy nie koncza......i Jeff tak czyta i czyta az mu oko siada. I wtedy kot wygodnie sie wciska na kindla i czytaja sobie razem z zakmnietymi oczami.....

Kot tez lubi torby nurkowe.....szczegolnie grupowe, kazda z innym zapaszkiem, fajowe smaki.

wtorek, 28 kwietnia 2015

40

dzisiaj to byla dopiero palmiarnia...zaszlo slonce jakby chcialo sie rozpadac, ale gdzie tam, cierpimy dalej....niemilosierna lekpa gesta atmosfera.  jest juz klimat bardziej pustynny niz tropikalny, ale wciaz milej niz przymrozek i roztopowe bloto.

kolejny kurs rozpoczelam, grupa polska odjechala, beda przelotem 1 maja, moze jeszcze bedzie czas na drinka pierwszomajowego albo maly pochod.  ekipa na koniec przemowila bardzo milym glosem, ze nurkowania i styl nasz bardzo profesjonalny i bardzo im sie podobalo, jak nigdzie indziej na swiecie.

a tymczasem, odliczam dni do wyjazdu....40...