niedziela, 23 listopada 2014

dni leca, dom zabalaganiony, interenet zanidbany, ale jeszcze 2 dni i mam wolne.
piekna zime mamy, 25 stopni, lekki wietrzyk, morze przyjemne.

poniedziałek, 17 listopada 2014

mandat

po raz pierwszy udalo mi sie zarobic mandat za niezapiecie pasow.........w Tulum malo kto chodzi w butach a co dopiero pasy w samochodzie....nie mniej jednak jest wezwanie na Komende i kwitek.
To nie byl moj szczesliwy dzien, bo godzine wczesniej zostawilam torebke z wieksza gotowka w sklepie nurkowym.....mila terasa do mnie zadzwonila jednak z pytaniem czy czegos mi nie brakuje.....ufff, torebce na szczesie tez niczego nie brakowalo.....

wczoraj nurkowanie z grupa japonskich Ninji....nie da sie ich inaczej opisac jak pozapinaja sie w skafandry i zaciagna czarne kaptury.  przyjemne dwa nurkowania w jaskini Mayan Blue, nie moja ulubiona ale w pracy sie nie wybrzydza.
A dzisiaj po slowacku, a jutro po australijsku i tak leci tydzien.

a oto nadeszlo kilka fotek z minionego tygodnia z nurkowan z Martinem...







 

sobota, 15 listopada 2014

dzis mozna zlapac oddech, spac do 10, leniwie wypic kawe i gapic sie na niebo bez pospiechu i celu.
ostatnie dni, 2 tygodnie w fascynujacym podwodnym swiecie krasowym. Piekne jasknie zwiedzilam i poznalam przy okazji, natknelismy sie tez na wielgachne kosci mastodonta czyli prehistorycznego slonia. troszke tez zachorowalam ale czasu nie bylo na rozlozenie sie, wiec wygnalam przeziebnienie w biegu i dalo rade nurkowac nonstop.
teraz 2 dni przerwy i wracamy do pracy, sezon w tym roku rozpoczal sie zdecydowanie wczesniej, brakuje rak do pracy. telefony wydzwaniaja z zapytaniami czy mozemy nurkowac, po raz pierwszy tez musialam odmowic i zatrudnic dodatkowa osobe. trzeba zacisnac pasa i uzbierac na samochod.

a za knem piekna zima, pot nie kapie z czola, optymalne 25, nie pada. chyba to ulubiona pora roku.....


niedziela, 9 listopada 2014

i znowu zlecialy dni, z gorki na pazurki,
nurki za nurkami, a wieczorami herbata po gorlsku.
a oto moje szczescie i koniec babanowca...papaya juz padla....smakowala szczeniaczkowi.....



piątek, 31 października 2014

haloween

no to wszystko po kolei.....
zaczelo sie od oka, ktore napuchlo po kilku dniach dziwnego uczucia przy myciu twarzy.  ale nic sie nie przejmowalam dopoki nie pojawil sie wor pod okiem. wiszacy jak papaya w pelni. a potem wor nad okiem, az w koncu pod koniec dnia z worka gornego zaczelo sie przelewac do worka dolnego i to wszytko pieknie lecialo po galce ocznej. Taka glutowa torbiel, fajowo zaslonila mi oko na tyle, ze mialam problemy z widzeniem sie w lustrze.....to byla proba na Haloween. Na szczescie nie wytrzymala do samej ceremonii. Dzisiaj jest juz dobrze.

Wczoraj bowiem, zanipokojona mozliwoscia utraty oka, przejechalam sie do okulisty w Playa del Carmen, u nas na wiosce takich specjalistow nie mamy....
Sympatyczna pani doktor wejrzala patrzalkami i stwierdzila, ze oko na medal. Nic mu nie brakuje i wina torbieli musi byc jakas alergiczna, moze trujace drzewo chichen albo jakas inna wredna alergena. Dostalam kropelki i tradycyjnie Loratadyne (podobnie jak na robaki, przeziebienie i zatoki) i zastrzyk, ktory wieczorem wykonal Jeff. Domiesniowy tradycyjny w posladek. Hehehe, Jeff okazal sie uzdolniony i wkul sie bezbolesnie i fachowo. Byl w stroju Adama.

A rano juz torby oddane. Zostala jeszcze portmonetka.....pod okiem juz prawie po staremu.

Wczoraj i dzisiaj mielismyw Jeffem szkolenie / kurs kartograficzny u Billa Philipsa. Duzo sie nauczylismy i w efekcie kazdy wyprodukwal w kilka godzin mape odcinka 50 metrowego jaskini z ogrodka Billa.
A teraz przystepujemy do prawdziwego projektu, Dreamgate. Ustalilismy, ze jednak na poczatek dla rozruchu przygtujemy mape caverny, a potem jaskinii.

A dzisiaj Haloween....Ulice poozdabiane, dynie sie ciesza, przysmaki kusza.

sobota, 25 października 2014

deszczowka


niezle opady nas dopadly, prawie jak w zeszlym roku..krocej ale intensywniej. znowu woda w cenotach wezbrala, przelewa sie z pucharu brzegow....wizurka slaba, prad trudny do zwalczenia...
ale udalo nam sie ponurkowac kilka dni, w jaskiniach tylko prad.....gleboko pod ziemia nie zmiania sie az tak widocznosc.
na szczescie nie mialam swoich klientow, i mam nadzieje, ze od poniedzialku pogoda sie wyklaruje karaibska. Dzisiaj wlasciwie juz w normie wszytsko, patelnia i palmiarnia.

usmazylam wczoraj rybke, niestety orinetalna, na oliwie i mezcalu, plonela do samego sufitu...ale smakowala wybornie. polecam! mezcal czy tequila, pewnie duzej rozniecy smakowo gastronomiczno nie ma.
a dzisiaj pyszne stirfry od jaimie.... http://www.jamieshomecookingskills.com/recipe.php?title=rice-stir-fry
polecam bardzo!

wtorek, 21 października 2014

troszke mokro sie zrobilo. Tradycyjnie zaczelo padac na wielkim grilowisku urodzinowym Julii. Taka tradycja, jak Tom i Julia organizuja grilla pada. W tym roku dokladnie rozpadalo sie o 7.30 czyli na starcie imprezy.
Mimo wszystko ziemniaki sie upiekly