wtorek, 30 września 2014

monte alban

dzisiaj zwiedzanko, ruiny i ruiny ale w najlepszym wydaniu. Okazale miasto

o Zapotecow na gorze Monte Alban to spacerek na dobre 3 godziny i sporo schodkow w gore i dol. piekna pogoda i piekne widoki.
No i dalam swierszczom druga szanse, smakuja wybornie, zarowno te z wczosnku, chile i z cytryna.









poniedziałek, 29 września 2014

mezcal

ale to byl dzien.....zaczelo sie od malej awarii, tzn. zepsul mi sie aparat fotograficzny, tak po prostu, umarl, obiektyw sie nie wsunal i nic sie nie das z nim zrobic. nic ja nie moge poza kupieniem szybko nowego. i tak tez uczynilam. jako, ze trudno bez przygotowania zakupic cos dobrego wybralam opcje telefonu z aparatm, internetem itd.... wybranie modelu okazalo sie klopotlwie, bo pojecia o funkcjach i mozliwosciach nie mialam. nighdy sie tym nie interesowalam, wiec drapalam sie w glowe mocno i tylko jedna mysl mi w glowie switala, ze to powienien byc android.
i mam swoj pierwszy nowoczesny aparat z kamera wiec bedzie kontynuacja fotograficzna. nie obylo sie bez malej wpadki, nie jest w mojej linii telefonicznej ale to jakos da sie naprawic jak wroce do Tulum i wysiegne s szufladyt pin do karty......

z nowa zabawka ruszylam do El Tule aby zobaczyc najstarsze drzewo swiata. Ma 2 tys lat, 58 m w obwodzie i wysokie jest na 42 metry. robi ogromne wrazenie, to tula czyli cyprys. Pobliski koscil wyglada jak buda dla psa, sa fotki, jeszcze tylko musze opracowac jak je wrzucic z telefonu na bloga....

potem kolejnym busem pojechalam na ruiny mistecow Yagul. Piekny widok na cala doline i gory, a ruiny to takie murki i patio 1, patio 2, patio 5......ale widoki piekne i przyszla mi na mysl wloska Toskania. Oaxaca to meksykanski rodzaj Toskanii. Doliny, wzgorza i fabryki mezcala. Wielkie rancha jak z filmow i plantacje agawy.

Po Yagul przesunelam sie dalej do miasteczka Mitla. I tam znowu jak w starym filmie. Tu juz nie ma turystow a czas jakby sie zatrzymal. Rozowy kosciol Swietego Pawla z XVI wieku, wymusil na mnie modlitwe, byla jakas taka boska atmosfera w nim....rozpadalo sie a w kosciele unosil sie mocny zapach kwiatow i kadzidel. bylam sama, potem doczytalam ze kosciol zbudowana aby diabel nie uciekl...taka to historia...

a na deser fabryka mezcalu. niejaki Apolonisz poczestowal mnie dziesiatkami probek, oprowadzil po fabryce, pokazal kadzie i beczki....zadnego cuktu, czysty kaktus i woda......wyszlam w swietnym humorze, jak na skrzydlach hehehe...moze wiec jednak ten diabel z kosciola uciekl....

W oaxace na powrot uraczylam sie wspaniala kolacja. czerwone mole z kurczakiem, zupa z cukiniii i mezcal. Wspaniale smaki. bez dwoch zdan Oaxaca to raj dla podniebienia. Szkoda ze tak daleko od Tulum.....

niedziela, 28 września 2014

oaxaca

oj ta podroz to dala mi w kosc, plecy, lydki i takie tam.....
W sumie prawie 24 ha wyginana sie na rozne storny w trzech autobusach. ostatni byl luks, po 8 godzinach mialam swoj rzad dla siebie, udalo sie wyprostowac nogi do samego konca.
Rano dojechalismy do Oaxaca (wymawia sie to Głachaka), droga wila sie przez gory, piekne widoki.

Troszke musialam odsapnac po tej drodze, sily jakby na 50 % dzisiaj. Nie zdecydowalam sie na wielkie zwiedzanie poza miastem, jest kilka miejsc do odwiedzenia. Wloczylam sie po miescie, dzisiaj niedzielny market, orkiestra deta i setki dzwonow w 29 tutejszych kosciolach. Bylo bardzo po Bozemu, odwiedzilam min 5. W tym piekny barokowy kompleks Santo Domingo z muzeum.....przyjemne miejsce.

Zaliczylam tez kilka galerii i dominikanski jarmark. Ale kolorowo. Tutejsze przysmaki zupelnie inne niz u nas. Na kazdym rogu podaja wielkie placki tyalacos, dla chetnych z chapulines czyli pasikonikami. Troszke mnie kusi, troszke brzydzi. Poki co przygladam im sie, zrobilam kilka fotek ale zolodek nie zaczal wydzielac sokow na ich widok......sa tez larwy i gasienniczki ale tych to na bank probowac nie bede. I tutejszy kawior czyli jaja mrowcze...... na szczesei jest cos i dla mnie, Oxaca to stolica mezcalu, a mezcal wole od tequili.
Planuje na jutro poprobowac produkcji prosto u zrodla.

A poza tym Oxaca to takze kawa, czekolada i mole. czekolada juz dzisiaj byla, taka pitna, spory wybor, sprobowalam tej na wodzie nie mleku z kardamonem, pyszna!
No i wiadomo SER OAXACA, juz sprobowalam. Wyborny, swiezy i ciagnacy sie w nieskonczonosc. Moj ulubiony w Meksyku.

Miasto urocze,polozone w dolinie otoczone szczytami Sierra del Sur, kolorowe domki, waskie uliczki biegnace w dol i w gore, tysiace galerii i mnostow zabytkow. Zadnego tlumu turystow, ba wrecz trzeba oko wytezyc aby ich spotkac.
A hostel? Absolutnie pieciogwiazdkowy, w zyciu nie widzialam tak dobrze zorganizowanego miejsca.
Cena 160 pesos ze sniadaniem czyli jakies 40 zl.  W pokoju jestem sama ale jest to dorm dla 10 osob. Wszystko jest nowe jak w sklepie meblowym, kazdy kacik jest tak czysty, ze az to niemozliwe. Darmowe komputery (niestety nie moge podpiac usb i dodac zdjec), kuchnia z tarasem w pelni wyposazona (nawet mikrofalowka i wyciskarka do cytrusow), a w lazienkach krzesla na odwieszenie ubrac w czasie kapili dyspenser z mydlem, szamponem i odzywka do wlosow.....kazde lozko ma mala lampke do czytania etc...wszystko w pieknym budynku, ogrod, mnostwo zieleni, ptzyjemnie!

sobota, 27 września 2014

cos sie konczy a cos sie zaczyna

podroz zaczyna sie od stanu CHIAPAS, bedzie troszke jak z pamietnika, mam duzo czasu na pisanie....


zaczelam od nocnego autobusu do Palenque, 
ten za pol ceny bez klimy, spoznil sie pol godziny. na przystanku 3 turystow i 3 lokalnych, nikt nie zamienil zdania. ja wciaz pod wplywem ostatniej lampki wina i pozegnania jeffa DUBAJ!
nasteepne dni to niewatpliwie odkrywanie siebie, na nowo, wyzwolenie , poszukiwanie. Skonczenie 3letniego zwiazku chyba niegdy nie jest latwe, a tymczasem te kilka dni dodatkowych dni oddelenia pomoze poukladac sobie w glowie to i owo.
Wciaz pobrzmiewa glos Roksany w glowie, zadzwonila dzis niespodziewanie, jakby wyczula potrzebe bratniej duszy, dobrze bylo pogadac. Roksana zna nieco sytuacje ale wiadomo nikt nie zna jej tak dobrze jak ja i Jeff. decyzja jest sluszna, prosze mi wierzyc....
Nighy nie jest za pozno aby poprawic jakosc zycia, tu i teraz jest wazne, jak w buddyzmie.
A tymczasem w 11.5 godziny dojechalismy do Palenque. Podroz zeszla, chociaz autobs byl brudny i wypocony. jeszcze nie swita wiec czekam na przystanku na pierwszy bus do Palenque - ruiny. 
Zatrzymalam sie w Jungle Palace, cabana papaya 100 pesos, jest nawet ciepela woda. Nie potrzebuje jej jednak. jest mokro i parno.
Cieple jajka na sniadanie, ruiny, spacer do jungli i po Palenque. Piekeny spacer, troszke zale, ze bez przewodnika ale podrozowanie solo ma swoje minusy, to jeden z nich.

Niesamowite drzewa, ogromne, o pogietych anotomicznych ksztaltach, zdumiewaja nie mniej niz caly kompleks swiatyn.Rozpogodzilo sie tez maksymalnie, zar z nieba na caly czas zwiedzania (4 ha). Po ruinach skrecilam w lesna scieske parku narodowego, nic specjalnego a pod koniec spadl wielki tropikalny deszcz. Goracy jak zupa, wspaniele go bylo poczuc.

na obiad zupa Azteca i quesadillas de nopales (placki z kaktusem i serem) w restauracji Don Mucho, tuz obok mojego spania.
Zupa Azteeka, nawet w samym sercu majowych ruin wyszla im wybornie. Niebo w gebie!
gesty krem warzywny z marynowana papryczka achiote i swiezym awokado, a na wierzchu ser, gesta smietana i garsc smazonych chrupiacyh totopos. Smakowo dorownala mojej ulubionej sopa de tortilla, wlasciwie nie wiem czym tak do konca sie roznia....czasami wygladaja i smakuja identycznie.
Wyzerka maksymalna!

palenque zaskoczylo mnie brakiem turystow, dookola maly howler monkey pohukiwaly groznie. W porownaniu do Tulumskich ruin to bezludna wyspa. miejsce wyjatkowo widowiskowe, warte nalozenia kilkuset kilometrow....

Jutro rownie ambitny plan, spory skok geograficzny. Ze stanu chiapas poprzez tanasco i Veracruz do Oaxaca. A potem juz spokojniej, noce w lozku, nie w autobusie....










regula numer 1 podrozowania jest umiejetnosc oczekiwania, lekcja cierpliwosci nie nie spieszenia sie.

środa, 24 września 2014

nowy plan

I tak po przeszlo tygodniu oczekiwania Jeff dostal prawo wyjazdu....i tym samym oznajmil, ze nie wie czy gdzies pojedzie. wypytywanie go i sklanianie do wyjazdu juz mi obrzydlo.
moj milosierno-solidarny akt pozostania nie mial chyba sensu, jeff nie lubi jedzic i tyle. Najlepiej czuje sie w domu z ksiazka, a nie w podrozy. nie zal mu przepadlego biletu i nie korci go aby odpoczac od Tulum.

Ustalilam zatem sobie wstepna trase: najwieksze ruiny Majow Pallenque, nafaszerowana dobrymi rzeczami Oaxaca, wulkan Orizaba i wanila w Papantlii, potem zabytkowa Puebla i jak starczy czasu jezioro Patzcuraro w stanie Michoacan i na deser stolica. Jesli uda sie wetknac w to wszystko do 7 pazdziernika Guantajuato to super, jesli nie to nastepnym razem obacze. To perla meksiko.




wtorek, 23 września 2014

i tak wciaz oczekujemy. jeff nie przywizol wczoraj pozwlenia, 3 razy jechal po odbior aby w koncwym starciu dowiedziec sie, ze odbiory sa tylko w Cancun.......nie wiem do kogo nalezy miec pretensje.....ale w obliczu tego, ze wciaz ubiegamy sie o papiery w urzedzie imigracyjnym szalec i krzyczec tam nie mozna.

a zatem jutro Jeff planuje wyruszyc do Cancun i jesli sie nic nie zmieni w przelotach, odlotach i wylotach polecimy do Austin. Nic nie jest jednak pewne, juz nie ryzykuje kupienia biletow dzisiaj aby sie okazalo, ze pozwolenia nie ma i mamy kolejny bilet w kolekcji nieodlecianych.


poniedziałek, 22 września 2014

merida na otarcie lez

wakacyjny wyjazd w zawieszeniu, pod znakiem zapytania. Jeffa zapal wyjazdowy oslabl, ja wciaz czuje palaca potrzebe wyjechania na jakis czas, gdziekolwiek. moze przynajmniej wykorzystac bilet powrotny z Mexico City do Cancun....

W ramach oderwania sie od rzeczywistosci pojechalismy na gielde samochodowa do Meridy z naszym slodkim kolega Jaime. My, rozjejrzec sie na przyszlosc, bo auto nowe dla mnie trzeba kupic w listopadzie, a Jaime na powaznie.

Krotka to byla wizyta, noc w pieknym hoteliku Luz de Yucatan, kilka godzin gapienia sie na samochody i jazda na 2 auta w burzy z piorunami, wycieraczki nie nadazaly zgarniac wody....

jeff zdecydowal, ze i tak pojedzie odebrac dzisiaj swoje pozowlenie. pozwolenie na wyjazd w piatek do Peru, nie wiem jaki w tym sens, ale pojechal....
czy jest cos warte, na jakis inny kierunek nie wiemy....


jeffowi w zasadzie procz powietrza potrzebny jest kindle.....