piątek, 19 września 2014

kucha

i masz babo placek, znowu boskie Tulum.
pozwolenie jeffa nie bylo gotowe na czas i w takiej sytuacji jeff nie chcial wyjechac, a ja bez jeffa no i jestesmy w domu.
o poranku w urzedzie pisma nie bylo, nie bylo go tez o 10tej i przybylo o 12, a lot o 12.20, wiec nawet sie na lotnisko juz nie fatygowalismy. bilety oczywiscie najtansze w promocji, bez ubezpieczenia i zwrotu kosztow.....trzeba sie z tym pogodzic, musiala byc jakas odgorna przyczyna.

wrocilismy do domu wciaz bez pozwolenia jeffa na wyjazd z kraju i obmyslamy czy i jakie jest wyjscie z tej sytuacji. wiadomka smutno nam ale po ostatnich wyfarzeniach juz strata tego lotu i doswiadczenia tak nie boli....
ruszamy......
tysiace przeciwnosci, jeff wciaz nie ma pozwolenia na wyjazd, polaczenia lotnicze wydaja sie nie do spotkania....ale wierzymy w cudy.
pa!

czwartek, 18 września 2014

podroze

mowia, ze podroze ksztalca, dla mnie jednak ich rozpoczecie to stres i brak spokojnych mysli.
latanie stalo sie najgorszym elementem, juz nie ciesze sie na miejsce przy oknie i darmowego drinka (kto jeszcze rozdaje). latanie to byc na czas na lotnisku z bagazem odpowiadajacym rozmiarom i kilogramom, odprawa w urzedzie emigracyjnym, wszystko to stersuje i nigdy nie wie sie do konca czy jest sie przygotowanym do podrozy danymi liniami lotniczymi i czy dokonalo sie ostatecznej odprawy online.
po zeszlorocznej "wycieczce" dobrze pamietam gorzki smak nieudanych podrozy.
mamy tez zmiane godziny lotu, przez co mniej czasu na transfer, dosyc stresujace 1,5 godziny, a moze juz panikuje bez potrzeby.....

Do tego sprawa pozwolenia na wyjazd Jeffa sie skomplikowala. Po raz trzeci po nie pojechal i dzisiaj mu powiedzieli, ze jeszcze jest nie gotowe......nie gotowe na dzien przed wylotem to troszke klopocik. mamy jeszcze 45 minut o poranku jutro  aby raz jeszcze odwiedzic wielmozne panstwo w urzedzie emigracyjnym, a jesli dokument nie bedzie gotowy to bedzie troszke klopotu na lotnisku, jeszcze jednak nie ma co panikowac.

w wirze zadan przedwyjazdowych Jeff rozbil pokrywe rezerwuaru, wiec na ostatnia chwile jeszcze naprawa muszli. daszek udalo sie skonczyc, na szczesie. plot tez.

aj jak dobrze by bylo juz byc na miejscu tam, hen......daleko pod rownikiem, na zwrotniku koziorozca.....

poniedziałek, 15 września 2014

dzisiaj deszcowo, od rana szaro i intensywnie mokro. patrzac przez okno nie odgadloby sie, ze to Karaiby. ale Karaiby t przeciez soczysta jungla, a soczystosc bierze sie z wody, nie tylko tej ukrytej w podziemiach.
a tymczasem w peru mamy szanse na wymiane sezonow i poczatek lata, czyli moze juz albo jeszcze nie padac. zdecydowanie ciut cieplej w gorach i mniej turystow. obczytuje strony przewodnikaa, nie zrobilismy zadnych wstepnych rezerwacji wiec pelen zywiol. ale z podkladka, mam namiary spisane na jakies pierwsze kluczowe noclegi.

jeff zalatwia pozwolenie na wyjazd z kraju, bo to dla nas zawsze zamieszanie jesli wyjazd pokrywa sie czasowo z wymiana dokumentu emigracyjnego, jesli papiery na nowy rok nie gotowe trzeba prosic o pozwolenie. i jest to masa papierow, podanie, zdjecie itd......
ja na szczescie zajmuje sie tematem po powrocie, wiec nie musialam sie prosic o wyjazd.

udalo nam sie skonczyc plot, jesli nie bedzie padac we wtorek i srode, zrobimy dach w ogrodku, bardziej przeciwdeszcowy niz przeciwsloneczny. no i kolejna misja, pozbyc sie starego vana, bo juz dostal raz zolta kartke. mam wiec zadanie na dzisiaj, sprzedac vana na czesci, zlom lub jakos.
czekam zatem na suchy interwal i ruszam po wiosce i mechanikach zapytac kto chce i za ile.



sobota, 13 września 2014

kapanko

dzisiaj wielke pranie, sprzatanie, kapanie. wypralam wszystkie futrzaki. niezla to robota, 4 psy i kot. potem jeff i ja. qwarantanna swierzbowa, juz sie pogubilismy kto od kogo.
a w nagrode gin z tonikiem i przewodnik Peru.

środa, 10 września 2014

bieg przez plotki



i tak juz wielkimi krokai zmierzamy do finiszu plotowego. bedzie meta w tym tygodniu, liczylam na wczoraj ale sie nie udalo.
Jeff przyklada ogromna wage do detali konstrukcyjnych, tym samym samo osadzenie glownych belek zajelo mu 10 dni, bo kazda dziura to wielogfodzinne kucie skaly. nie wiem czy trzeba je bylo az tak gleboko i solidnie....ale widocznie trzeba bylo.
w pracach wykonczeniowych juz Jeff nie ma takiej fantazji, wiec musze nadzorowac prace zeby standardy estetyki na poziomie oka sie zgadzaly, bo Jeff nie widzi kolorow i ksztaltow. najwazniejsze, ze plot sie nie chwieje i zamek pasuje.

cala konstrukcja okazala sie wiec wielkim placem budowy na wiele dni, duzo workow cemntu poszlo , i gruzu i drewna. a chociaz w lesie mieszkamy to patyki nie takie tanie. ale juz koniec pracy i wydatkow prawie, teraz trzeba teren podrownac i bedzie cacy...trawa odrosnie jak powrocimy z perusa.

piątek, 5 września 2014

cdn

powrot do temat, misji antypszenicznej.
Wspomniana lektura Davisa okazala sie motywacja wielka do stanowczego postanowienie na zdrowie. nie ma nic we wspolczesnej pszenicy co jest nam potrzebne. ilosc weglowodanow przez nia dostarczanych mozemy z latwosci zastapic zdrowymi produktami.
pszenica bowiem ma 2 czynniki, ktore dla nas sa wstretne. pierwszy to szalona hustawka cukru i insuliny. pszenica podnosi cukier bardziej niz czekolada. na ratunek przychodzi insulina, hormon trzustkowy, a glukoza zbozowa jest najlatwiej wchlanialnym przez czlowieka cukrem. szybka dawka i czujemy sie lepiej, szybko zaspakajamy glod.....i tak dopoki cukier nie spadnie i znowu wilczy apetyt.....
drugim problemem pszenicznym jest stymulacja mozgu. jako jedyny chyba produkt ogolno spozywczy przenika blone mozgowa i styluluje dokladnie ten sam osrodek w mozgu, ktory odpowiedzialny jest za opiatowy haj. powoduje uzaleznienie i glod narkotyczny. to dla tych, ktorzy mowia, ze kochaja chleb. to takie samo uzaleznienie jak alk czy papierosy. dokladnie ta sama czesc mozgu prosi o wiecej. a zatem kolejny argument na uwolnienie sie z kajdanow nalogu jedzenia chleba. i stad tez z taka latwoscia producenci wciskaja pszeniczne ekstrakty gdzie tylko sie da, wszystko podkrecone pszenica jest smaczniejsze i podnosi apetyt.

nie bylo tak 50 lat temu, wtedy bowiem zajadalismy sie starymi, niezmodyfikowanymi gatunkam pszenicy emmmer czy eincorn. z niej ciezej ulepic ciasto, nie jest takie wygibasne, i co tu duzo gadac smakuje jak twardy orzech.
rewolucja rolniczaa i walka z glodem na swiecie, spowodowala intensywne badania nad nowymi gatunkami zboza, ktore latwiej chodowac, szybciej rosnie, mozna uprawiac kilka razy w roku i wykarmic jego produktami glodujace Indie i  Afryke. I tak tworca najnowszego karlowatego gatunku pszenicy dostal Nobla.
Nikt jednak nie zbadal i nie bylo to priorytem jakie sa zmiany w chromosomach na czlowieka. Skrzyzowanie dwoch pomidowrow daje pomidora, wiec jaki problem w krzyzowaniu pszenicy. Niestety, spory.
Cukrzyca to skutek numer jeden! Swiat cierpi z powodu wysokiego poziomu cukru a wysoki cukier niszczy caly doskonale zaprogramowany organizm ludzki.
Dopiero teraz kiedy miliony ludzi wpada w nieuzasadnina otylkosc naukowcy badaja przyczyny....dlaczego tyjemy i chorujemy tak czesto.... odpowiedz jest prosta, pszenica. I tu uwaga produkty zbozowe pelnoziarniste jeszcze bardziej podnasza cukier niz biala maka!

Zapraszam do lektury, to tylk namiastka tego co przemawia do rozumu.
Wiadomo, jak z kazdym uzalenienim nie jest latwo. Pierwszy tydzien na bezglucie moze byc meczarnia i obsesyjnym mysleniem o kanapce czy biszkopcie. czasami zdarzaja sie twardziele, co rzucaja nalogi (papierosy) z dnia na dzien i nie cierpia. tak moze tez byc z pszenica.
najczesciej jednak jest trudno itzreba sie zawziac, nie dac sie zdominowac jednej szarej komorce.

Ilosc przytoczoonych w ksiazce cudow i wyleczen jest niesamowita. Tysiace ozdrowien...od ciezkiego zapalenia stawow, insulinowej cukrzyce , po wszelkie choroby skorne. lista jest dluga i mowimy tu o powaznych schorzniach i otylosciach.

I osatatnia przestoro uwaga. Wylaczenie z diety pszenicy wiarze sie z wylaczeniem na jakis czas innych zboz, ktore nie mniej intensywnie stymuluja cukierkowa hustawke. inne zboza nie dzialaj juz uzalezniajaco na mozg, ale nie podowuja spadku cukru, o ktory nam chodzi najbardziej. A zatem rezygnacja z pszenicznej maki to takze wylaczeni innych zboz, w tym ryzu, na jakis kilkumiesieczny okres.
Najlepszym zammiennikiem jest maka migdalowa, kogo stac. Ale co do zasady tzeba zmienic sposob odzywiania na warzywa, sery, mieso, jaja.....a do produktow zobozowych uciekac sie bardzo rzadko lub wcale.
Wierzcie mi, ze to nie jest takie trudne. lamie sie czasem jak na stole pojawia sie goraca ciabata i 5 osob dookola zamawia pyszna pizze z pieca. ale staram sie zawsze mowic, ile zlego w tych kilku kesach. ze tak nie mozna...i zamawiam we wloskiej restauracji zapiekanego baklazana z parmezanem. pychota!

Jesli myslicie, ze juz do konca oszalam, sprobujcie. miesiac bez gluta i zboz...obserwujcie bacznie swoj organizm, szczegolnie ten chory. I sily Wam zycze! Po oduczeniu sie glod pszeniczny jez nie jest taki sam, nie meczy, nie kusi i spokojnie mozna sie obyc bez musli, chrupaskow i chleba. A do tego waga idzie mocno w dol (u mnie juz nie....), powodli gubi sie pszeniczna galaretowata tkana tluszczowa na brzuchu. A organizm wlacza tryb autoreperacji.

A na deser swierzb. Mamy go z Jeffem, swedzi jak cholera.