wtorek, 3 marca 2015

Palomita

dzisiaj odwiedzilismy mala dziurke zwana Palomita. Piekny 145 min nurek, troszke ciasno na poczatku i gliniasto ale ogolne wrazenie bardzo pozytywne i warto tam wrocic. Natknelismy sie wciaz na eksploracyjne strzalki Jeffa z 2009 roku.

Dziura jest tuz na szutrowej drodze, pozyczylismy drabine do zejscia ale nie bylo latwo. Po nurku wyjscie troszke meczace ale udalo sie.  I takie dni wolne lubie najbardziej a nie tam wycieranie kurzu scierka.

niedziela, 1 marca 2015

wolna niedziela! moze tym razem znajdzie sie troszke czasu na starcie kurzu.
nie widaomo kiedy zrobilo sie gorace lato za oknami. slonce pali, pot z czola sie leje, przyjemnie zanuzyc sie w chlodnawej sadzawce.

pozeglanismy ekspedycje jsakiniowa z Sardynii, fantastyczni ludzie to sa i bardzo bym chciala ich odwiedzic we Wloszech...kiedys tam. Poki co mysle nad planami lotniczymi ale nic konkretnego jeszcze nie postanowilam.

odzbieralam tez fundusz transportowy wiec lada chwila trzeba bedzie wybrac sie na gielde samochodowa. hurra!!!!! 

wtorek, 24 lutego 2015

wczoraj zapadla ostateczna decyzja, Claire i Austin jada w poniedzialek do Londynu. Na dobre wiele miesiecy. Brat Jeffa, Matt, przyjedzie do nich nieco pozniej jak poogarnia sprawy meksykanskie.
Claire zaszla w ciaze ale sa powazne komplikacje, jak powazne dowie sie w Anglii, bo tutejszy lekarz jej kompletnie nie przekonal. Ciaza blizniacza, jednoowodnieniowa, tak przynajmniej mowia pierwsze badania.  Potwornie sie wszyscy denerwuja i wraz z rodzicami Claire, ktorzy sa wciaz u nas na urlopie, podjeli decyzje, ze lepsza opieka i informacja medyczna bedzie w Londynie niz tutaj. Poza tym w takich sprawach bariera jezykowa chyba jest wazna. W Anglii jest tez opieka gratis, a w Tulum, jak za wszystko, trzeba placic....

Pan tata Claire wybral sie do fryzjera za 3 dolce, hehehe, zabawne doswiadczenie to bylo.
najfajniejsze byly tablice modelowe z rodzajami fryzur do wyboru, estilo latino. pan tata zdecydowal sie jednak, nie wyzynac batmana na tylach glowy.....ale tradycyjnie po angielsku, zachowawczo.






poniedziałek, 23 lutego 2015

piekne nurkowania dzisiaj zrobilismy i chociaz tylko caverny to jakos w optymalnych warunkach. dzien byl ogolnie jakis strasznie pozytywny!

sobota, 21 lutego 2015

matka Polka

wzielam 2 dni na podreperowanie zdrowia.
ale nie byly takie znowu wolne.
wczoraj troszke spokojniej, ale i tak musialam sie wybrac w dluga podroz do Cancun. Za darmo tam nie pojechala, wiec narzekac nie moge.

dzisiaj rano zawiozlam auto do mechanika, potem sprzatnelam dol wewnatrz i zewnatrz, co po ostatnich wykopkach drogowych jest wielkim wyczynem, bo kurzy sie po 5 minutach od wytarcia. potem wyzbieralam jakies 5 kilo psich kup z ogrodu, zrobilam pranie owczesniej naprawiajac pralke....potem spakowalam sprzet nurkow na jutro, sprzatnelam pietro nasze mieszkalne, zrobilam zakupy i ugotowalam obiad, ktory czeka w piekarniku, wypralam 4 psy i jednego kota, a ten wyjatkowo tego nie lubi, pozmywalam wszystkie naczynia, nawet te swiezo nabrudzone, poskladalam pranie, ktore prosilo sie o poskladanie kilka dni, poukladalam ubrania na polkach sobie i jeffowi, zabralam Sunie na kontrole do weta,  i teraz czuje sie, ze tak wyglada kazdy normalny dzien Matki Polki.

Bo faceci jak maja wolne, to jakby mieli 40 stopniowa goraczke, nie zawsze ale najczesciej. nie wiadomo co robia caly dzien, a mi wydaje sie, ze zrobienie kupy bylo ich najwiekszym wysilkiem dnia. juz na przetarcie szczotka muszli nie starcza im sil.

Jutro wracam do wody, mam nadzieje, ze 4 dni nurkowe jakos sie udadza. Ze zatoki sa ok i da sie mile spedzic dzien. Chciaz niestety w chorobie trudno czerpac przyjemnosc z bycia mokrym... ale w biurze z katerem tez nie jest fajnie, ani nikomu innemu. taka specyfika zawodu.....
ubiore sie podwojnie cieplo!




piątek, 20 lutego 2015

nie ma latwo. wczoraj czekalam na jeffa az kupi nam baniaczek wody na goraca cytryne z imbirem i miodem......ale okazalo sie, juz pozno, jak woda juz byla, ze nie ma reszty. dzisiaj zakupilam co trzeba ale za to kot sie schowal przed psem do kuchenki i nie dalo sie nic ugotowac.
Kociak jak tylko zobaczyl futro psa rozpoczal natychmiastowa ewakuacje i wcisnal sie pomiedzy palniki gazowe na tylach kuchenki......siedzial twardo pare godzin.

w koncu kolo 13 udalo mi sie napic goracej herbatki. najadlam sie tez czosnku i w takiej aurze jade na lotnisko odebrac bagaz nurkowy przyszlych nurkow.  takie uroki doroslego zycia. jest choroba ale sa obowiazki.

Sunia juz ma sie nieco lepiej, pojawil sie tez dom adopcyjny dla D'Artagniana.....az mnie scisknelo w srodku jak on to zniesie. On taki zakochany w Sunii.... ale zobaczymy jak to bedzie.....

Kociak zalatwil sie do kuwety, hurra!

czwartek, 19 lutego 2015

przyjazdy, odjazdy, turnusy. a dzisiaj na to wszystko katar. 
jeff przyniosl wczoraj do domu kota, Emilio sie nazywa i bardzo sie lasi. zrobil niegrzeczna kupe w lazience, mam nadzieje, ze oduczy sie szybciej niz beksa takich zachowan. poki co trzymamy go w tajemnicy przed reszta rodziny. niech sie oswoji z nowy miejscem zanim wpadnie bydlo go oblizac.
do tego Sunia chora jakas, oczy metne, temperatura powyzej 40 stopni.....dzisiaj zabralam biedule do doktora.
i tak nam leci....