czwartek, 18 grudnia 2014

przeprowadzka

i nastapily nieoczekiwane wielkie przemiany.
wyprowadzilismy sie z centrum nurkowego xibalba, chwilowo do naszego mini ogrodka. w planach mielismy wilkie centrum Bila Philipsa, jaskiniowej slawy. W przyszlosci moze do przejecia.
Ale gdzies w tranzycie pojawila sie nowa mysl i zaowocowala krokiem wswyz i w przod. wileki wykrok. wynajelismy wielki, piekny nowy dom z czescia komercyjna na parterze, idealna na nurkowe gadzety i salke wykladowa...takie nasze male centrum, w samym centrum Tulum, na tylach dworca autobusowego. a na gorze wielkie studio, przeszklone, wysokie w rodzaju loftu. Spory teren za domem, wielka brama, miejsce na auta na posesji, wszystko ogrodzone solidnym 3m murem.

trzeba troszke posprzatac.....bo prace murarskie zostaly dopiero zakonczone i budynek jeszcze swiezym tynkiem pachnie,,,pokryty gruba warstwa kurzu...sprzatanie switeczne wiec juz w nowym domu!

micha sie cieszy!


wtorek, 16 grudnia 2014

i jak to bywa zima, przeziebienie.....
nic powaznego ale tez i nie zadna przyjemnosc....
a zatem na sucho kilka dni.

jest czas na odpoczynek, posprzatanie ieszkanie, pilenie ogrodka....ale wiadomo jak cos w nosie siedzi to za duzo sie nie chce.
szykuje si etez do wyjazdu na gielbe samochodowa....mam nadzieje, ze tuz przed swiatami bedzie wiele okazji w powrocimy pieknym wozem.

poki co tez male przemeblowanie w glowie i biznesie. podjelismy decyzje aby zmienic nasza baze z xibalby na speleotech, czyli polnoc na poludnie jesli kogos geografia interesuje.
w xibalbie zrobilo sie tloczno, moze nawet zbyt malo miejsca aby pomiscic duzo i mala firme...a u Bila, wiecej miejsca i mozliwosci rozwoju. zamiana kosztuje nas dluga liste zakupow...ale bedzie dobrze....


 

środa, 10 grudnia 2014


bexa ma lek wysokosci, to pewne....
a ja dzisiaj dzien wolny, na sucho dla odmiany.
tradycyjnie duzo sie dzieje, goscie z polskim chlebem, doz czasu dennego i adrenalina jaskiniowa. oj, dzialo sie ostatnio.
na ulicach juz bardzo swiatecznie, renifery swieca nocami a lampy ma drogach tak oslepiajace, ze mozna wjechac prosto w sanie Mikolaja....

a oto nasza szarancza we fragmentach....Sunia i Zotz!



piątek, 28 listopada 2014

swieto dziekczynienia

Amerykanskie Thanksgiving mielismy wczoraj. Tym razem bez indyka ale z wielka karmelizowana szynka, tak dla odmiany. Ale prawdziwym przebojem byl Key lime pie czyli tarta limonkowa. Pochlonelam 2 kawalki i jeszcze Jeffa polowke.
Prezentow generalnie sie nie rozdaje ale mama Jeffa zjawila sie z calym workiem roznych mniej lub bardziej uzytecznych gadzetow. Wszystko po smierci Anie (przyjaciolka mamy Jeffa, ktora jakies 3 tygodnie temu niestety w czasie kolejnej operacji biodra nie dala rady i usunela sie z tego swiata, fajna babka z niej byla), zostalo wystawione za drzwi przez jej siostrzenice. A zatem dostalismy maszyne do szycia wielkosci mlynka do kawy, wczoraj juz wyprobowalam. Uszylam psom kocyki, takie futerkowe na zime. Fajna zabawa, jak zabawka dla dzieci ale szyje.

Dostalismy tez kolejna sokowirowke, ale tej damy na razie spokoj......nasza stara jeszcze czalkiem dobrze cisnie. Jeff dostal buty na zaglowke, w ktorych nie da sie poslizgnac a zatem i ciezko sie w nich chodzi po kafelkowej podlodze. tepe jak nasz szczeniak.
a ja dostalam ubranko "po domu" w rozmiarze Annie czyli XXL. dziekujemy dziekszynnie.

A dzisiaj w koncu dzien wolny, Jeff nurkuje. Mialam praktycznie 3 tygodnie kursow i nurkowan pokursowych. Dobra passa, wszystko last minute ale zmeczylam sie i dzisiaj z przyjemnoscia zostalam w domu. Moze ktos bedzie na skajpie? Na sucho.

 


niedziela, 23 listopada 2014

dni leca, dom zabalaganiony, interenet zanidbany, ale jeszcze 2 dni i mam wolne.
piekna zime mamy, 25 stopni, lekki wietrzyk, morze przyjemne.

poniedziałek, 17 listopada 2014

mandat

po raz pierwszy udalo mi sie zarobic mandat za niezapiecie pasow.........w Tulum malo kto chodzi w butach a co dopiero pasy w samochodzie....nie mniej jednak jest wezwanie na Komende i kwitek.
To nie byl moj szczesliwy dzien, bo godzine wczesniej zostawilam torebke z wieksza gotowka w sklepie nurkowym.....mila terasa do mnie zadzwonila jednak z pytaniem czy czegos mi nie brakuje.....ufff, torebce na szczesie tez niczego nie brakowalo.....

wczoraj nurkowanie z grupa japonskich Ninji....nie da sie ich inaczej opisac jak pozapinaja sie w skafandry i zaciagna czarne kaptury.  przyjemne dwa nurkowania w jaskini Mayan Blue, nie moja ulubiona ale w pracy sie nie wybrzydza.
A dzisiaj po slowacku, a jutro po australijsku i tak leci tydzien.

a oto nadeszlo kilka fotek z minionego tygodnia z nurkowan z Martinem...







 

sobota, 15 listopada 2014

dzis mozna zlapac oddech, spac do 10, leniwie wypic kawe i gapic sie na niebo bez pospiechu i celu.
ostatnie dni, 2 tygodnie w fascynujacym podwodnym swiecie krasowym. Piekne jasknie zwiedzilam i poznalam przy okazji, natknelismy sie tez na wielgachne kosci mastodonta czyli prehistorycznego slonia. troszke tez zachorowalam ale czasu nie bylo na rozlozenie sie, wiec wygnalam przeziebnienie w biegu i dalo rade nurkowac nonstop.
teraz 2 dni przerwy i wracamy do pracy, sezon w tym roku rozpoczal sie zdecydowanie wczesniej, brakuje rak do pracy. telefony wydzwaniaja z zapytaniami czy mozemy nurkowac, po raz pierwszy tez musialam odmowic i zatrudnic dodatkowa osobe. trzeba zacisnac pasa i uzbierac na samochod.

a za knem piekna zima, pot nie kapie z czola, optymalne 25, nie pada. chyba to ulubiona pora roku.....