poniedziałek, 30 maja 2016

w lesie

piekne dwa dni w lesie. wczoraj z Linda, Dario i Raulem sprawdzalismy co zlapalo sie w foto pulapki. Raul prowadzi od lat projekt monitorowania duzych kociakow.mnie zawsze jednak udaje sie je zfilmowac. tym razem byly sarenki, skunksy i rozne takie.  piekne miejsca, w szczegolnosi wielka depresja z mangrowcami i jaskinia. na suficie przy wejsciu wisial potezny miodowy kokon. na wszelki wypadek trzymalismy sie z daleka.





Raul, jeden z najwiekszych znawcow terenu, super zapaleniec, warto sie od niego uczyc. Niestety nazwy tego weza nie zapamietalam.....


i wachlarzyk Lindy, najnowszy model. 2 baterie plus szklanka wody i orzezwiajaca bryza w srodku puszczy.

A dzisiaj juz z Jeffem i psiakami poszlismy szukac nowych miejsc. Nie udalo sie nic namierzyc, umordowalismy sie troszke ale fajnie bylo. Psy padly jak zabite.

sobota, 28 maja 2016

musaka z polenta

piekny dzien.
rano pozywcze sniadanie czyli 3 tacosy z koszyka z sokiem pomaranczowym zakupione ze straganu na rowerze. potem wywozka zwierzakow do lasu i nurek, sama dzisiaj pojechalam bo nie bylo kogo zabrac do pary. 110 minut pieknej nowej jaskini. potem mega zakupy i gotowanie w piekarniku...uffff, cieplutko sie zrobilo w domu.  po raz kolejny doszlam do wniosku, ze maki pszennej nie da sie zastapic maka kukurydziana w wileku przypadkach, kolejny dowod sos beszamelowy. w piekarniku sos zronbil sie polenta. na szczescie dobrze smakuje.

czwartek, 26 maja 2016

lemmy


dzisiaj zdalny Dzien Matki, sciskam potwornie i ubolewam, ze tylko na odleglosc. chetnie kupilabym bukiet makow i tulipanow.

dzisiaj tez Lemmy ma swoj wielki dzien, koniec z futerkowymi kuleczkami, bedzie eunuchem podobnie jak D'Artagnian w naszym suczym haremie. Jedynym dominujacym samcem alfa jest wciaz Jeff.
a wieczorem przyjdzie nam swietowac ukonczenie egzaminow instruktorskich. Julia i JC zdecydowali sie awansowac z dm do instruktora. Rosnie zatem konkurencja, hehe:) ale zdrowa.
Poza tym sezon ogorkowy, tradycyjnie po meksykansku bez ogorkow.




poniedziałek, 23 maja 2016

piekne dwa dni nurkowe w jaskini kachkalak, psiakom tez sie tam bardzo podoba, biegaja sobie po lesie i wody do picia i plywania maja po uszy.
w miedzyczasie poskladalam szybko puzzle 500 elementow, Jeff sie obrazil, ze na niego nie poczekalam, jak z dzieckiem. ale nic to, mam jeszcze 3 nowe pudelka, poczekam na niego jak tak bardzo mu zalezy. tradycyjnie po dolozeniu ostatniego kawalka nie moglam sie wyprostowac, plecy zesztywnialy na maksa, musialam zrobilc kolyske dla balansu. ufff, ukladanie puzzli na bank wiarze sie z choroba koscca, heheh. na szczescie te byly tylko kilku godzinne.

niemilosierne cieplo za oknem nieco sie chmurzy, powiewa nawet wiaterek, da sie zyc. a zatem powinno troszke popadac lada dzien. do tego czasu podlewam rosliny dwa razy dziennie. nasionka pomidorow wystrzelily w gore, bede miala ponad 20 roslinek. hu hu!!! male zolte i czerwone pomidorki coctailowe. uwielbiam!

sobota, 21 maja 2016

sobota



o, tak, wiej na mnie!!!!!! Otto wydaje sie byc w siodmym niebie napedzany nowym wentylatorem. nawet najwredniejszy piesek Molly (mamy Jeffa) sie usmiechnal do wiatru, pokazala przyjazne oblicze, wciaz jednak daleko mi do zrozumienia tej rasy.



Bylismy dzisiaj w pieknej jaskini Kachkalak, dech zaparlo wieloktoynie.  Piekne nacieki, mile nie za duze i nie za ciasne korytarze, optymalna glebokosc 10m. !02 minuty czarow.

piątek, 20 maja 2016

nie ma zmiluj sie, u Was z klauzula sumienia, u nas z upalem. przydalaby sie jakas fizjoterapia ale bez wkladki oczywiscie.
w najwiekszym upale gotuja sie tez golabki i 9,9 kg kapsuty, ktore wymknelo mi sie spod kontroli. w miedzyczasie pojechalam do marketu kupic wiekli wentylator WIND MACHINE 3300M. Juz mi sie ucho zatkalo od tego wiatru, przestawilam aby wial na plecy...

dzisiaj troszke spraw administracyjnych na naszej stronie http://tulumscuba.com/
Robert, oj zloty on jest, usunal nam hacka, ktory pozycjonowal nas jako kasyna meksykanskie. teraz kilka dopieszczen i powinna nas zalac fala zapytan:)

a rano zapodalam sobie na sniadanie podwojna tabletke vermoxa na robaki i ameby, a potem wyciagnelam mini kleszcza. chcial za darmoszke sie rozwijac moim kosztem.

wieczoraskiem zaprosilam kilku znajomych na smak Polski czyli golabki. Wiem, ze to nie Wigilia, tak to nasza wigilijna meksykanska potrawa, ale zawinelam pare lisci.  Tom mial obiecana kolacje, za to ze naprawil nasz nowy komputer, ktory to mama Jeffa usmiercila przy instalacji....heheheh.

środa, 18 maja 2016

z ostatniej chwili

u nas juz zdecydowanie pelnia lata. jest 37 za oknem o 9 rano, koszulka juz lepi sie do ciala. zbawieniem jest praca w wodzie. dzisiaj, za chwile, pedzimy z JC zbadac jaskinie , w ktorej malo kto byl.
a potem juz siesta w hamaku i aby do wieczora. wieczorem, jak slonce juz nizej, psy na pace i wywozka do lasu. tam komary robia swoje ale psy to kochaja.
jutro praca a potem wiele dni wolnego w kalendarzu.