czwartek, 23 września 2010

historyczna data


po pół godzinnej walce z włosami po słońcu i soli, i tak jest prawie codziennie, wzięłam nożyce i odcięłam rastafariańskie korzenie. To właściwy moment, byłam na to w pełni przygotowana. Technicznie dopomógł Pablo. Postanowiłam im też znaleźć sympatyczne miejsce na spoczynek, w końcu cześć tego kołtuna pochodziła z czasów kiedy 18 lat nie miałam.....teraz jeden korzeń osiądzie na dnie morza, a drugi na lądzie. W morzu mam miejsce, na lądzie jeszcze szukam myślami.

Postanowiłam przebukować bilet na 6 miesięcy. Włosy odrosną szybko w tych warunkach. Ani się nie spostrzeżecie...jak wrócę i będzie gładko.

2 komentarze:

  1. a ja myślałam że to jakieś zwierzęce łapki do obrzędów .... :)

    OdpowiedzUsuń